Visitors
RSS
środa, 02 maja 2012
Strażnik łąki

Pewnego kwietniowego dnia wybraliśmy się do niedalekiego rezerwatu przyrody, żeby sobie trochę pospacerować w jedynej "dziczy" jaką tu w okolicy mamy. Niemieckiej dziczy do polskiej dziczy jest daleko, bo większość dróżek w rezerwacie jest wyasfaltowanych i ponumerowanych. Ma to oczywiście swoje plusy, bo można przyjechać rowerem, na rolkach, czy suchą nogą obejść cały obszar. Ale ma też minusy, o których się na własnej skórze przekonaliśmy.

Przyzwyczajeni do tego, że trawa w takich miejscach jest po to, żeby z niej korzystać, rozłożyliśmy się na najbliższej ławeczce z drugim śniadaniem i maszyną do robienia baniek mydlanych. Jako że sceneria ławkowa szybko się nam znudziła, odeszliśmy trochę od ławeczki i zaczęliśmy robić zdjęcia na łączce :) Uśmiechnięta Ania, puste łąki za jej plecami, bańki mydlane i nieśmiałe promienie słoneczka - to była zdecydowanie lepsza sceneria ;)

Już właśnie kończyliśmy naszą "sesję", gdy podjechał do nas koleś na rowerze i spytał, czy jesteśmy ornitologami. Ze śmiechem powiedzieliśmy, że nie. On zamachał nam jakąś legitymacją i zaczął nawijać, że schodzenie z betonowej ścieżki jest zabronione, mandat kosztuje 100 EUR, ale my w drodze wyjątku zostaniemy tylko pouczeni ;):):)

No tak, Ordnung muss sein - masz człowieku betonowy chodniczek, to z niego nie schodź. Wracając do domu zaśmiewaliśmy się z całej tej sytuacji ... z nostalgią wspominając krakowskie spacery po łąkach wśród tataraków, czy biwakowanie i grillowanie nad brzegiem Wisły lub w dolinkach podkrakowskich ... :)


a tacy niewinni byliśmy ;)
20:22, calmiriel
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 maja 2012
Wiosenne zaległości

Nie pisałam długo, ponieważ obawiałam się głównie tego, że mój blog zacznie pogodynkę przypominać. Werwa do pisania zniknęła u mnie zimą ... a wiosną nadal głównie mi do głowy przychodziło: pada/nie pada/pada/nie pada ;)
Bo taką właśnie mieliśmy wiosnę.

Niby na parę dni przygrzało - wskoczyliśmy wszyscy (z Anią na czele) w letnie ciuchy, obfotografowaliśmy okoliczne kwitnące drzewa ... niestety euforia nie trwała długo. Wyziębiło się i Wielkanoc nie była taka upalna, jak to mojej rodzinie która nas na obczyźnie odwiedziła, naobiecywałam ;)

Niemniej jednak wiosennymi zdjęciami się podzielę. Na pamiątkę ;)



Symbol wiosny - ledwo dostrzegalny na wysokim drzewie:) Szkoda, że większego zooma nie miałam!




Konikom też podobały się pierwsze promienie słońca


Kwitnące japońskie wiśnie i krasnal



Magnolie, które są zawsze tak wdzięczne, że nie potrafię się im oprzeć



I ostatnie - biedroneczka. Też symbol ;)


22:07, calmiriel
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 marca 2012
Wiosna na całego

A może nawet wczesne lato???

Sezon rowerowo-grillowy rozpoczęliśmy wczoraj, a dziś spacerowaliśmy po ogrodach Schwetzingen w krótkich spodenkach i krótkich rękawkach. Znowu zachwycamy się ciepełkiem, naszym balkonem oraz placami zabaw, na których spędzam z Anią wiekszość dni ;)

A Wy musicie uwierzyć mi na słowo, bo niestety pod dzisiejszym wpisem zdjęć nie będzie. Mój komputer zastrajkował i poprosił o L4 ... a my toczymy boje o nowy, pasujący do komputera wentylator.

Więc ...
Do zobaczenia - mam nadzieję, że wkrótce;)

20:38, calmiriel
Link Komentarze (3) »
niedziela, 18 marca 2012
Kamury


Rok temu podczas pierwszej przejażdżki po Odenwaldzie wypatrzyliśmy szlak, na który postanowiliśmy na pewno się wybrać. Zaciekawiły nas wtedy wielkie kamienie leżące w środku lasu, wyglądające trochę jak wyschnięty wodospad.
Wyprawę w kamury (bo tak sobie nazwaliśmy szlak Felsenmeer) odkładaliśmy przez cały ten rok z różnych względów "na później", aż do wczoraj, kiedy to obudziło nas piękne słońce i niebieskie niebo.

Pogoda na wycieczkę była cudna, słoneczko przyświecało, temperatura około 22 stopni - nie dziwne było więc, że parking przy wejściu na szlak szybko się zapełnił, a po kamurach skakały ucieszone dzieci.

Jak to już w Dojczlandii bywa, Felsenmeer to nie tylko jedna ścieżka, ale parę krzyżujących się ze sobą szlaków krążących po kamurach oraz okolicznych wzgórzach, przystosowanych do krótszych i dłuższych wędrówek, piknikowania, spacerów z wózkami (!!!) czy jazdy konnej.








poniedziałek, 12 marca 2012
Wiosenna reaktywacja

Mamy wiosnę na całego!
W ogródkach kwitną kwiaty, drzewa wypuszczają listeczki, a my zaczynamy jeździć po okolicy. Na pierwszą wiosenną wycieczkę wybraliśmy się do okolicznych winnic.
Trzeba powiedzieć z czystym sumieniem, że Niemcy znają się na marketingu. Wśród krzewów winogron zrobiono edukacyjną ścieżkę, podpisano niemalże każdy z krzaków, zrobiono ławeczki do piknikowania i degustacje.
Wrócimy tam na pewno jeszcze nie raz ... szczególnie na te degustacje ;)


Krasnal drepta pod górę


Na liście jeszcze trochę trzeba poczekać


Z lotu ptaka


Kręciołek :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011
Small talks

Dawno już nie pisałam nic o Ani, a myślę, że zainteresowanych ucieszy fakt, że z Anią już można podyskutować, czasami nawet całkiem poważnie;)
Jej słownik rozszerza się z każdym dniem, pojawiły się już pierwsze zdania dwuwyrazowe no i to, co mnie cieszy najbardziej dialog!;)

Pierwsze dwuwyrazowe zdanie brzmiało: "Ma lala", czyli nie ma lali.
Potem się posypało :)

Najbardziej zaskoczyła mnie jednego razu przy kolacji, gdy na moje pytanie: "Co byś chciała zjeść?" usłyszałam odpowiedź: "Sejka".
Gdy podałam Ani kawałek serka ( oczywiście tureckiego;) nasz mały smakosz wie co dobre!) zjadła go w oka mgnieniu.

Jeden z fajniejszych dialogów miał też miejsce jednego poranka, kiedy to byłam w łazience i nie słyszałam dzwoniącego telefonu. Ania za to biegała po przedpokoju, usłyszała telefon, przybiegła do mnie i patrząc na mnie wyczekująco zaczęła wołać: "Tata! Haloo! Tata! Halooo!" :)
Miała spryciula rację -dzwonił tata;)

Śmieszy nas bardzo, gdy Ania o sobie mówi używając słowa "tiii" (ty). I tak na przykład "tii piśś" znaczy jestem śpiąca, "tiii bam" przewróciłam się itp.

Dziś rano opowiadałam Ani, że już niedługo jedziemy na święta do babci. Ania przytaknęła:
- Baba
- A kto z babcią mieszka? - zapytałam
- Dziadzia
- I kto jeszcze?
- Ziusiii !!!



13:38, calmiriel
Link Komentarze (6) »
piątek, 16 grudnia 2011
Zima w Dojczlandii

Zima tutaj należy do najbrzydszych pór roku.
Od paru tygodni pada deszcz i wieje wiatr. Ciężko czasami znaleźć taki moment, żeby wybrać się na spacer.
Nie ma mrozów, ale powietrze jest nieprzyjemnie wilgotne.

Dziś rano obudził nas orkan Joachim otwierając okno w salonie i strącając z parapetu większość świątecznych dekoracji. Słucham w radio rad o tym, żeby nie opuszczać domów bez potrzeby; pracowników z firmy Piotrka zwolniono wcześniej do domów. Siedzimy więc w domu i słuchamy wyjącego za oknami wiatru.

Dokładnie rok temu Piotrek przyleciał na rozmowę kwalifikacyjną do Dojczlandii. Wtedy całe miasto przykryte było cienką warstwą śniegu, a wieczorem rozszalała się śnieżyca, która mocno opóźniła większość lotów. Wszyscy, z którymi rozmawiamy wspominają ubiegłoroczną zimę z nostalgią.
Ciekawe, czy orkan Joachim przywieje nam tutaj choć trochę śniegu?


bywają dni, gdy zza kropel deszczu ciężko cokolwiek zobaczyć


czasami zaś widoki z okna są niesamowite

Tagi: Niemcy
16:27, calmiriel
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 grudnia 2011
Weihnachtsmarkt w Michelstadt

Adwent to czas, w którym w Dojczlandii słyszy się w kółko o tym samym: o mikołajach, kalendarzach adwentowych i jarmarkach świątecznych.
Żeby sprawdzić czym tak Niemcy się zachwycają, postanowiliśmy wybrać się do Michelstadt i obejrzeć podobno najpiękniejszy w całej Hesji Weihnachtsmarkt. Owszem - jarmark niczego sobie ;) W całym starym mieście poustawiane były drewniane budki, drzewa przybrano światełkami, na ryneczku stała wielka choinka ... tylko deszcz psuł świąteczny nastrój.


ryneczek, odbity w wielkiej bombce



trzej królowie z fajkami wodnymi ;)



Rudolf Czerwononosy i spółka



jedna z budek

Jak oceniam niemiecki jarmark świąteczny? Dla mnie żadna nowość;) Przyzwyczajona jestem do krakowskich drewnianych budek, w których można kupić mniej więcej to samo, zjeść kiełbaskę i popić ją grzańcem (i to zdecydowanie smaczniejszym;)).
Różnica jest tylko taka, że w Dojczlandii jest na Weihnachtsmarkcie jakby więcej ludzi - dorosłych i dzieci. I to dzieci w różnym wieku. Często wieczorami obserwuję Weihnachtsmarkt w Darmstadt i nadziwić się nie mogę, gdy widzę mamy popijające grzane wino i stojące obok nich wózki gondolki z maluchami opatulonymi w puchate śpiworki.
Albo rodziny przyjeżdżające po ciemku rowerami z przyczepkami i dzieciakami.
W Dojczlandii jarmark świąteczny, to wydarzenie roku, sposób na spędzenie grudniowych wieczorów, miejsce gdzie można umówić się ze znajomymi po pracy.
W Krakowie odbierałam to bardziej, jako kolejną świąteczną dekorację Rynku Głównego :)

Tagi: Niemcy
12:37, calmiriel
Link Komentarze (6) »
niedziela, 27 listopada 2011
Zimujemy

Tak jakby zimujemy, bo to co za oknem się dzieje zimą raczej nie jest. Śniegu ani mrozu nie ma, za to prawie co rano witają nas mleczne mgły, a powietrze jest nieprzyjemnie wilgotne. Aż zimne.
Uwierzcie, nosa nie chce się poza dom wystawiać!

Na szczęście w domu dużo się dzieje. Do Ani przyleciała z wizytą babcia, udekorowaliśmy świątecznie okno ... a św. Mikołaj  co wieczór dopytuje, czy już napisaliśmy do niego listy ;)

My, zamiast pisać listy, piszemy blogi i robimy porządki w zdjęciach. Dziś znalazłam zdjęcia katedry w Limburgu, które Wam obiecałam. Katedra jest tak optymistycznie kolorowa, że do dziś wspominam ją z uśmiechem na ustach. Gdyby ktoś z Was był w okolicy, to polecam zwiedzenie Limburga. Uliczki starego miasta także niczego sobie ;)


limburska katedra







oświecone dziewczyny




wpadające przez okna słońce zatrzymało nas w katedrze na długi czas



23:15, calmiriel
Link Komentarze (5) »
wtorek, 15 listopada 2011
Lampiony i św. Marcin

Tradycyjnie w Dojczlandii 11 listopada dzieci wyruszają w pochodzie z własnoręcznie wykonanymi latarenkami z okazji dnia św. Marcina.

Wyruszyliśmy o 17:00, każde dziecko ze swoją latarenką (chyba tylko my z kupną, ponieważ bladego pojęcia nie miałam, jak latarenkę można zrobić samemu;) Teraz już mądrzejsza jestem!), a organizatorzy z pochodniami. Ania niesamowicie skupiona cały czas niosła przed sobą swoją latarenkę ... i oddała mi ją dopiero, gdy Piotrek dostał pod opiekę pochodnię. Wiadomo, pochodnia jest bardziej interesująca;)



Po niecałym kilometrze czekało na nas ognisko, precle i grzane wino. Na miejscu spotkaliśmy  Ani koleżanki i kolegów z Krabbelgruppe i gimnastyki. Mimo że ognisko było całkiem pokaźnych rozmiarów dzieciaki, w tym również Ania, po chwili zmieniły obiekt zainteresowania i stanęły w kolejce do zjeżdżalni





Myślę, że za rok też się na taki pochód wybierzemy :)

21:39, calmiriel
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7